A mnie denerwuje polska kinematografia. te wszystkie komedie romamantyczne (takie na sile, ze az czlowieka mdli), te wszystkei filmy z obowiazkowymi slowami "kotku, to nie tak... itp;) w tytulach... to, ze w kazdym "dobrym i szanujacym sie filmie" glowna bohaterka jest kobieta ktora na pcozatku traci prace a wlasciwie ja rzuca, bo ma jej dosyc, nastepnie okazuje sie, ze jej maz zostawil ja dla innej, a ona mimo tych niepowodzen postanawia zaczac nowe zycie i wszystko idzie jak z platka. a no i do tego koneicznie musi miec dorastajaca corke. to taka marna proba nasladowania kina amerykanskiego, w ktorym nawiasem mowiac az kipi patosem - jak chces zpoplakac, chociaz chwilke, to wlacz jakikolwiek film amerykanski - zawsze, ale to ZAWSZE znajdzie sie scena ktora jest w stanie wzruszyc kazdego. oczywiscie pisze to wszystko specjalnie wyolbrzymiajac pewne fakty, ale sadze, ze przekaz zostanie odebrany prawidlowo ;) (reasumujac wkurza mnie, ze kazdy film, bez wzgledu na gatunek i tka moznaby wrzucic do szuflady z napisem FANTASY...)