Korona ogrywa Wisłę, a Ruch Legię!
Wisła Kraków - Korona Kielce 0:1 (0:1)
0:1 Kiełb 9'
Do dużej niespodzianki doszło w piątkowym spotkaniu Ekstraklasy na stadionie Hutnika w Krakowie, gdzie Wisła przegrała 0:1 przed własną publicznością z Koroną Kielce. Bohaterem spotkania okazał się strzelec jedynej bramki Jacek Kiełb. W niedzielę szansę na zmniejszenie straty do Wisły do jednego punktu będzie miał Lech Poznań.
Spotkanie bardzo agresywnie rozpoczęli zawodnicy gości. Wisła miała problemy z wymianą kilku podań. Do pierwszej groźnej sytuacji doszło w siódmej minucie. Wówczas błąd popełnił Juszczyk, którego ograł Maliszewski i wpadł w pole karne. Po uderzeniu pomocnika Korony piłkę z linii bramkowej wybił Piotr Brożek. Powtórki pokazały, że uczynił to łokciem. Była to bardzo kontrowersyjna sytuacja.
Dwie minuty później Korona cieszyła się jednak z prowadzenia. Po płaskim dośrodkowaniu Maliszewskiego do piłki w polu karnym dopadł Kiełb i mocnym uderzeniem nie dał żadnych szans Juszczykowi. Wisła mogła odpowiedzieć w 12. minucie, jednak po odegraniu Sobolewskiego strzał Boguskiego nie sprawił problemów Małkowskiemu.
Wisła w kolejnych minutach nie miała pomysłu na zaskoczenie defensywy rywali. W 19. minucie z dystansu uderzał Piotr Brożek, ale wysoko nad poprzeczką. Tymczasem pięć minut później niewiele brakowało, a Korona zdobyłaby drugiego gola. Po potężnym uderzeniu Mijailovicia zza pola karnego, piłka trafiła w poprzeczkę, a następnie odbiła się od linii bramkowej.
W kolejnych minutach odważnie grająca Korona stwarzała kolejne groźne sytuacje pod bramką Wisły. Podopiecznym Marcina Sasala brakowało jednak dokładności. Wisła mogła jednak doprowadzić do wyrównania dwie minuty przed przerwą. Wówczas po dobrym podaniu Boguskiego, przed szansą stanął Kirm, ale jego strzał wybronił Małkowski. Ostatecznie wynik w pierwszej połowie nie uległ już zmianie.
Od początku drugiej połowy inicjatywa należała do podopiecznych Henryka Kasperczaka, którzy bardzo długo utrzymywali się przy piłce i praktycznie nie schodzili z połowy Korony. Nie przekładało się to jednak na sytuacje podbramkowe.
W 64. minucie Wisła była bliska zdobycia bramki. Po rzucie rożnym piłka trafiła do niepilnowanego Łobodzińskiego, którego dobry strzał doskonale obronił Małkowski. W kolejnych minutach nadal atakowała Wisła, ale nie potrafiła stworzyć sobie klarownej sytuacji do zdobycia bramki.
Korona skupiała się na bronieniu dostępu do własnej bramki i wyprowadzaniu kontrataków. Jeden z nich miał miejsce w 82. minucie. Wówczas Tataj dobrze zagrał na prawą stronę pola karnego do Łatki, który płasko uderzył, ale piłkę na rzut rożny odbił Juszczyk.
W 84. minucie było gorąco pod bramką Korony. Po doskonałym dryblingu Issy Ba, piłka trafiła pod nogi Sobolewskiego, który potężnie uderzył, ale ponownie doskonale interweniował Małkowski. Dobijać próbował jeszcze Boguski, ale piłka przeszła nad poprzeczką. Kilka chwil później po dośrodkowaniu z lewej strony głową uderzał Głowacki, ale piłka trafiła w słupek. W 88. minucie ponownie przed szansą stanął Sobolewski, któremu piłka spadła na nogę, ale uderzył tuż obok bramki. Ostatecznie wynik nie uległ już zmianie.
Ruch Chorzów - Legia Warszawa 1:0 (0:0)
1:0 Piech 46'
Po bardzo dobrym spotkaniu, Ruch Chorzów pokonał 1:0 przed własną publicznością Legię Warszawa i przeskoczył ją w tabeli. Bramkę na wagę zwycięstwa tuż po przerwie zdobył Arkadiusz Piech. Mecz był toczony w szybkim tempie i mógł się podobać kibicom.
Od początku spotkania licznie zgromadzeni na trybunach kibice oglądali bardzo ciekawe widowisko. Gospodarze wybiegli na boisko z zamiarem pokonania Legii i to oni mieli inicjatywę od pierwszego gwizdka sędziego. Pierwszą bardzo dobrą okazję Niebiescy stworzyli w 16. minucie. Wówczas na indywidualną akcję zdecydował się Pulkowski, który był naciskany przez Jarzębowskiego, ale zdołał oddać strzał. Na posterunku był jednak Mucha.
W kolejnych minutach gra była wyrównana z lekkim wskazaniem na zespół Waldemara Fornalika. Ruch kolejną dobrą okazję stworzyła sobie w 33. minucie. Wówczas po dośrodkowaniu Grzyba z prawej strony boiska, piłka spadła na głowę Piecha. Strzał głową młodego napastnika gospodarzy bardzo dobrze obronił Mucha.
Tuż przed przerwą bramkarz Legii po raz kolejny dobrą interwencją ratował swój zespół przed stratą bramki. Tym razem Mucha odważnym wyjściem uprzedził szarżującego na jego bramkę Pulkowskiego. Ostatecznie pierwsza połowa tego spotkania, które toczyło się w szybkim tempie, zakończyła się remisem.
Druga odsłona meczu nie mogła się lepiej rozpocząć dla gospodarzy, którzy już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry objęli prowadzenie. Wówczas po doskonałym dośrodkowaniu z prawego skrzydła, strzałem głową Musze nie dał szans Piech.
Legia mogła doprowadzić do wyrównania w 56. minucie. Wówczas z rzutu wolnego ładnym uderzeniem popisał się Kiełbowicz, ale jeszcze lepiej interweniował Pilarz, który efektownie odbił piłkę na rzut rożny. W 65. minucie Ruch powinien prowadzić 2:0. Wówczas w sytuacji sam na sam z golkiperem gości znalazł się Sobiech, ale przegrał ten pojedynek.
Legia odpowiedziała pięć minut później. Wówczas po uderzeniu Iwańskiego piłkę instynktownie odbił Pilarz. Dobijać próbował jeszcze Grzelak, ale źle trafił w piłkę i bramkarz Ruchu nie miał problemów z jej złapaniem. W 76. minucie Pilarza efektownym strzałem próbował zaskoczyć Szałachowski, ale bez skutku.
W 84. minucie przed szansą stanął Mięciel, który próbował przelobować bramkarza Niebieskich, ale uczynił to nieco za mocno i piłka przeszła nad poprzeczką. Legia do ostatniego gwizdka sędziego dążyła do zdobycia wyrównującego gola, ale dobrze broniący się Ruch nie dał się zaskoczyć i mógł świętować wywalczenie trzech punktów.
źródło : goal.pl
Porażka Wisły wczorajszego dnia ucieszyła mnie bardzo, bo była szansa na odrobienie strat punktowych Legii to Wisły, ale niestety stołeczna drużyna tego nie wykorzystała i równie straciła punkty, aj źle z naszą Ekstraklasą.