


Rodzinne Lamborghini? Tego jeszcze nie było. Ale mogłoby być, gdyby Włosi zdecydowali się na produkcję studyjnego Estoque. Oto relacja z niezwykłego spotkania 4-drzwiowego prototypu z 4-osobowym przodkiem - Espadą Stało się: Lamborghini stawia na rodzinę. Świat się kończy! Dostawca najbardziej bezkompromisowych samochodów sportowych na świecie przedstawił auto, w którym na tylnych siedzeniach mogłyby podróżować dzieciaczki. Jak grzecznie! Próżni zdobywcy kobiecych serc, którzy dotychczas swoje Lambo traktowali jak dodatkowy atrybut płciowy, mają teraz poznać rozkosze życia w (niewielkiej) rodzinie.
Jak tak dalej pójdzie, to niedługo kobiety będą sobie kupowały Lamborghini! To do tej pory było nie do pomyślenia, bo w samochodach z Sant’Agata Bolognese dominował najwspanialszy chromosom Y wszystkich samochodów sportowych – ten, który determinuje płeć męską. Dlatego byk w emblemacie tak doskonale oddaje charakter Lambo i pewnie dlatego światła wsteczne i te do jazdy dziennej mają kształt litery Y.
Nowy bolid „rodzinny” nie wygląda jednak jak zoptymalizowany pod względem przydatności do codziennego użytkowania hatchback. To pełnokrwisty sportowiec, stylizowany – podobnie jak jego dwuosobowi bracia Gallardo i Murciélago – na niewidzialny bombowiec. Choć właśnie przed tym najbardziej się broni: pozostaniem niezauważonym. Misję każdego Lamborghini wyraża donośny okrzyk: OTO PRZYBYWAM! Spektakularne linie limuzyny o długości 5,15 m i wysokości 1,35 m (o 5 cm mniej niż Scirocco), uciekające do tyłu jak fryzura na wietrze, są ostre jak nóż do sushi. Lepiej: jak hiszpańska szpada do walki z bykiem – estoque. Tak właśnie nazywa się śmiercionośny przyrząd, którym matador pod koniec korridy zadaje bykowi ostateczny cios w serce.
Fachowcy od image’u doradzają producentom zazwyczaj miękko brzmiące nazwy, takie jak Insignia, California, Panamera. W przeciwieństwie do tego w Lamborghini wymawia się: „estoke”! Twardo, prawie po wojskowemu. Już sam dźwięk wzbudza respekt.
źródło: auto-swiat.pl