Najdziwniejsze zbiegi okoliczności
Historia zna kilkanaście niewytłumaczalnych zbiegów okoliczności. Z punktu widzenia logiki nie powinny się one nigdy wydarzyć- a jednak zdarzyły się i świadczą o tym urzędowe zapiski i akta sądowe. Przedstawimy kilka takich najdziwniejszych przypadków:
Zapowiedź katastrofy "Titanica"
Inny nieprawdopodobny zbieg okoliczności zdarzył się w 1912 roku. Wówczas w nocy z 14 na 15 kwietnia niedaleko wybrzeża Ameryki Północnej zderzył się z górą lodową i zatonął największy wówczas statek pasażerski „Titanic” (uważany za niezatapialny) o długości 245 metrów, trzech śrubach napędowych, przewożący na pokładzie trzy tysiące pasażerów.
Okazało się, że 16 lat wcześniej, w 1896 roku, mało znany pisarz- były kapitan żeglugi Morgan Robertson- wydał powieść, która opisywała… zatonięcie ogromnego statku pasażerskiego o nazwie… „Titanic”, przewożącego… trzy tysiące pasażerów, o długości kadłuba… 250 metrów, napędzanego… trzema śrubami. Statek zatonął w wyniku zderzenia z górą lodową, a jego pierwszy rejs okazał się ostatnim.
Ten niezwykły przypadek proroczej książki, która niemal ze 100 procentową dokładnością opisała rzeczywistą, późniejszą katastrofę, przyciągnął uwagę i po 16 latach, po zatonięciu prawdziwego „Titanica”, powieść Robertsona stała się światowym bestsellerem.
Ten przypadek także nie powinien się nigdy zdarzyć, bo zbieg tylu okoliczności jest według rachunku prawdopodobieństwa po prostu… niemożliwy. Zdarzył się jednak.
Powtarzający się opis zbrodni
Podobnym „literackim” niesłychanym zbiegiem okoliczności jest przypadek, opisany przez znanego pisarza Artura Conan Doyle’a - twórcę postaci detektywa Sherlocka Holmesa.
Podczas podróży po Szwajcarii Doyle zatrzymał się w niewielkim hoteliku o nazwie „Schwarenbach”. Tu przyszedł mu do głowy pomysł napisania powieści, której akcja toczyłaby się w tym hoteliku: właściciel hoteliku żyje w osamotnieniu, ponieważ przed laty uciekł od niego jedyny syn, a żona zmarła. On sam starzeje się i dziwaczeje, co odstrasza hotelowych gości. Pewnego dnia zrozpaczony i pogrążony w nędzy właściciel postanawia zabić pierwszego gościa, który zanocuje w jego hotelu. Gdy pewnego dnia jakiś młody człowiek wynajmuje pokój, właściciel zgodnie z planem morduje go… po czym rozpoznaje w nim własnego syna, który po latach postanowił wrócić do ojca.
Powieść jednak nie została napisana, bo w miejscowej bibliotece Doyle wypożyczył tomik opowiadań francuskiego pisarza Guy de Maupassanta i przeczytał w nim… opowiadanie o treści niemal identycznej z jego planowaną powieścią. Doyle dowiedział się, że Maupassant kilkakrotnie mieszkał w hoteliku „Schwarenbach”.
Później okazało się, że już sto lat wcześniej niemiecki pisarz Zachariasz Werner opublikował tragedię pod tytułem „24 luty”. Treść tej tragedii była identyczna, jak opowiadanie Maupassanta i też rozgrywała się w hoteliku „Schwarenbach”. Nie była to jednak fikcja literacka, tylko opis autentycznego morderstwa, które właściciel hoteliku popełnił w XVIII wieku.
Bunt na „Sea Hero”
W dniu 4 maja 1882 roku brazylijski wojenny statek patrolowy „Araguari” przepływał niedaleko od ujścia rzeki Amazonki. Załoga statku przypadkowo wyłowiła z oceanu zalakowaną butelkę, w której znajdowała się kartka. Było na niej napisane: „Na pokładzie szkunera „Sea Hero” bunt. Kapitan zabity. Pierwszy oficer wyrzucony za burtę. Ja, drugi oficer, zostałem siłą zmuszony do prowadzenia statku. Oni każą mi płynąć do ujścia Amazonki, nasza prędkość 3,5 węzła. Ratujcie nas!”
Kapitan brazylijskiego statku szybko sprawdził w rejestrze, że statek o nazwie „Sea Hero”, zbudowany w 1866 roku, o wyporności 460 ton, wypłynął z portu Hull w Anglii. Kapitan „Araguari” ogłosił alarm bojowy i zarządził natychmiastowy pościg za buntownikami.
Po niecałych dwóch godzinach „Araguari” dopędził „Sea Hero” a buntownicy zostali aresztowani i zakuci w kajdany. Z ładowni uwolniono więzionego tam drugiego oficera o nazwisku Hadger i dwóch marynarzy, którzy odmówili udziału w buncie.
Jednak Hadger bardzo zdziwił się, w jaki sposób brazylijski statek tak szybko dowiedział się o buncie i stanowczo twierdził, że nie wrzucał żadnej butelki z wiadomością do oceanu. Rzeczywiście, wiadomość nie była napisana jego charakterem pisma.
Aresztowanych buntowników z „Sea Hero” przewieziono najpierw na Falklandy, a stamtąd do Anglii, gdzie stanęli przed sądem. Dopiero podczas rozprawy ujawniono nieprawdopodobne wyjaśnienie całej sprawy.
Okazało się, że 16 lat wcześniej pisarz John Parmington opublikował w Anglii swoją książkę pod tytułem „Sea Hero” (!) Przy okazji pisarz postanowił zrobić swojej książce reklamę za pomocą oryginalnej kampanii promocyjnej: kupił pięć tysięcy butelek do whisky i do każdej z nich włożył kartkę z fikcyjną wiadomością o buncie na statku „Sea Hero”- bo taki był tytuł i treść jego książki. Następnie wyrzucił te butelki na otwartym morzu. W ciągu 16 lat większość tych butelek została wyłowiona, ale kilkaset nadal jeszcze wędrowało po morzach i oceanach, niesione morskimi prądami.
Niesłychany i nieprawdopodobny przypadek sprawił, że jedna z tych butelek została wyłowiona z morza niedługo po wybuchu buntu na statku o takiej samej nazwie „Sea Hero” i spowodowała szybki pościg i ujęcie buntowników.
Ten cudowny zbieg okoliczności stał się sensacją; wielu wybitnych naukowców starało się go wyjaśnić za pomocą rachunku prawdopodobieństwa. I oto do jakich rezultatów doszli:
Założyli, że tym czasie jeden statek na tysiąc miał nazwę „Sea Hero”, a bunt załogi mógł wybuchnąć na jednym z 10 tysięcy statków i wówczas odpowiednio prawdopodobieństwo wynosiłoby 1 do tysiąca i 1 do 10 tysięcy. Jednak trzeba pamiętać, że oba przypadki zdarzyły się jednocześnie, więc trzeba obie liczby pomnożyć przez siebie. Uzyskali wówczas wynik 1 do 10 milionów, czyli istniała tylko jedna szansa na 10 milionów, że bunt załogi wybuchnie na statku o nazwie „Sea Hero”. Nie ma jednak możliwości obliczenia, z jakim prawdopodobieństwem mógłby zaistnieć w tym samym czasie trzeci przypadek: wyłowienie z morza butelki z wiadomością, której treść idealnie pasowała do realnego zdarzenia, które zaistniało niedawno. Jest to prawdopodobieństwo tak nieskończenie małe, że… aż zupełnie niemożliwe. Czyli taki przypadek nigdy nie powinien się zdarzyć. A jednak wydarzył się naprawdę.
Przypadek? Zbieg okoliczności? Opisane zdarzenia są niemożliwe do wytłumaczenia przy pomocy nauki. Po prostu nie powinny się zdarzyć. Tym dziwniejsze, że zdarzyły się naprawdę… źródło: ciekawostki.org